Nauczyciel do toalety pójdzie po pracy? Za szkolnym dzwonkiem kryje się codzienność, której wielu nie dostrzega.
„Nie ma kiedy skorzystać z toalety” — mówi nauczycielka w materiale portalu eDziecko. W tym jednym zdaniu mieści się problem, który w dyskusjach o szkole zwykle przegrywa z opowieściami o krótkim czasie pracy i długich wakacjach.
Dzwonek. Trzeba odpowiedzieć uczniowi, spakować materiały, zamknąć salę i dotrzeć na dyżur. Na korytarzu hałas, bieganie, przepychanki. Trzeba obserwować, reagować, przewidywać. Kolejny dzwonek — czas na następną lekcję. Kanapka zostaje w torbie. Herbata stygnie. Potrzeby fizjologiczne muszą poczekać.
Z zewnątrz wygląda to prosto: nauczyciel ma przecież przerwę co 45 minut. Tyle że podczas tej „przerwy” nadal pracuje i odpowiada za bezpieczeństwo dzieci. Dzwonek zmienia rodzaj obowiązków. Nie wyłącza odpowiedzialności.
Ile razy nauczyciel słyszy, że musi zrozumieć potrzeby szkoły, trudności kadrowe i napięty grafik? A kiedy organizacja pracy zacznie uwzględniać jego potrzeby? Jeżeli w planie jest miejsce na każdą lekcję i każdy dyżur, ale brakuje kilku minut na toaletę, ten plan wymaga poprawy.
Bezpieczeństwo dzieci jest sprawą podstawową. Właśnie dlatego szkoła potrzebuje nauczyciela, który może zjeść, napić się wody i choć przez chwilę odpocząć od hałasu. Nie można budować sprawnej opieki na założeniu, że pracownik przez wiele godzin będzie ignorował własny organizm.
Związkowa odpowiedź powinna być jednoznaczna: harmonogramy dyżurów muszą uwzględniać realne warunki pracy, czas przejścia między salami oraz możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb. Potrzebne są również zastępstwa w sytuacjach, w których nauczyciel musi na chwilę opuścić dyżur. Samo „proszę sobie jakoś poradzić” niczego nie rozwiązuje.
Źródło: eDziecko, Anita Skotarczak, „Nauczyciele nie mają nawet chwili przerwy? «Nie ma kiedy skorzystać z toalety»”, 28.09.2026.




