|
|
 |
 |
08
Luty
2026
|
 |
|
 |
 |
 |

Nauczycielu, nauczycielko – to może dotyczyć także Twojej lekcji.
Profil Protest z Wykrzyknikiem opisuje zjawisko, które w wielu szkołach przestaje być incydentem: uczniowie prowadzą na TikToku transmisje live z lekcji, często tak dyskretnie, że nauczyciel nawet nie ma świadomości, że jest nagrywany. Telefon na ławce, pod ławką, w piórniku, w torbie. A w tle – normalna lekcja, normalna praca… i nagle staje się ona materiałem do sieci.
Problem nie dotyczy „trudnych szkół”. To zjawisko powszechne – od podstawówek po technika. Oglądać może każdy, także dorośli anonimowi użytkownicy, co rodzi realne zagrożenia dla bezpieczeństwa i prywatności.
To nie jest „niewinny żart”. To:
naruszenie prywatności i wizerunku
ryzyko eskalacji ośmieszania i nękania (czasem pod wpływem komentarzy widzów)
realne zagrożenie, bo oglądać może każdy – także dorośli anonimowi użytkownicy
Co warto zrobić, jeśli pojawia się podejrzenie nagrywania / live’a?
przerwać sytuację i jasno zakomunikować: w tej klasie nie nagrywa się i nie transmituje
nie zostawać samemu – wezwać wychowawcę/dyrektora
sporządzić notatkę służbową (data, godzina, klasa, opis, świadkowie)
jeśli materiał trafił do sieci – zgłosić naruszenie do platformy + dyrekcji
przy treściach przemocowych/poniżających – rozważyć zgłoszenie do Dyżurnet.pl (NASK) i dalsze kroki
Co może grozić za nagrywanie nauczyciela bez zgody?
odpowiedzialność cywilna za naruszenie dóbr osobistych (w tym wizerunku) – możliwe żądanie usunięcia materiału, przeprosin, zadośćuczynienia
jeśli działanie ma charakter nękania – w zależności od okoliczności może wchodzić w grę także odpowiedzialność karna (np. art. 190a kk)
konsekwencje szkolne zgodnie ze statutem (zachowanie, nagany, procedury wychowawcze)
Szkoła nie jest planem filmowym. Lekcja nie jest „materiałem na live”. Nauczyciel nie jest tłem do transmisji. ——— Źródło: Protest z Wykrzyknikiem/Opracowanie własne
|
 |
 |
 |
30
Styczeń
2026
|
 |
|
 |
 |
 |

System stworzył zagrożenie. Nauczyciele mówią wprost: tak dalej być nie może
Dramatyczny list nauczycieli opublikowany na łamach Dziennika Gazety Prawnej nie jest emocjonalnym wybuchem ani próbą przerzucenia odpowiedzialności. Jest chłodną, choć pisaną pod presją strachu, diagnozą systemowej porażki państwa w obszarze bezpieczeństwa szkolnego.
Autorzy listu – nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, szkół podstawowych i oddziałów integracyjnych – mówią jasno: do pracy nie przychodzą już ze zmęczeniem czy wypaleniem, ale z realnym lękiem. Lękiem o dzieci i o własne bezpieczeństwo. I nie chodzi o jednostkowe incydenty, lecz o powtarzalny, przewidywalny schemat.
System dopuścił do sytuacji, w której w jednej klasie funkcjonują uczniowie skrajnie agresywni, impulsywni, nieprzewidywalni, czasem z głębokimi zaburzeniami rozwojowymi lub emocjonalnymi – oraz pozostali uczniowie, którym obiecano „bezpieczną szkołę”. Te dwie rzeczywistości są dziś brutalnie zderzane w jednej sali lekcyjnej.
To nie jest inkluzja. To jest systemowy chaos.
Nauczyciele opisują dzieci przynoszące do szkoły ostre narzędzia, stosujące przemoc fizyczną i psychiczną, zastraszające rówieśników. Część z nich posiada opinie i orzeczenia, ale realne wsparcie często ogranicza się do fikcji kadrowej: jeden nauczyciel wspomagający przypisany do kilku uczniów o całkowicie różnych, często bardzo głębokich potrzebach. To rozwiązanie pozorne, które nie chroni nikogo.
Edukacja włączająca w obecnym kształcie została sprowadzona do ideologicznego hasła oderwanego od realiów. Owszem – ma sens w przypadku dzieci w normie intelektualnej, wymagających wsparcia funkcjonalnego. Nie ma jednak żadnego uzasadnienia pedagogicznego ani etycznego w sytuacji, gdy w jednej klasie kumuluje się wiele głębokich, wzajemnie sprzecznych trudności, w tym zachowania agresywne stanowiące realne zagrożenie.
W takich warunkach przegrywają wszyscy: – dzieci bez specjalnych potrzeb nie mają warunków do nauki, – dzieci z poważnymi zaburzeniami nie otrzymują właściwej, intensywnej pomocy, – nauczyciel zamiast uczyć, nieustannie „gasi pożary”.
Najpoważniejszym błędem systemowym jest jednak unikanie oczywistego wniosku: nie każde dziecko powinno funkcjonować w systemie powszechnym. To nie jest wykluczenie. To jest odpowiedzialność. Dla części uczniów jedynym realnie bezpiecznym i rozwojowo właściwym rozwiązaniem są wyspecjalizowane placówki, wyposażone w kadrę, narzędzia i warunki, których szkoła ogólnodostępna po prostu nie ma.
Po każdej szkolnej tragedii pada to samo pytanie: „Gdzie była szkoła?”. Odpowiedź jest niewygodna, ale jednoznaczna: szkoła była dokładnie tam, gdzie postawił ją system – bez decyzyjności, bez realnego wsparcia, za to z pełną odpowiedzialnością.
Nauczyciele w swoim liście pytają: ile tragedii jeszcze musi się wydarzyć, by bezpieczeństwo większości dzieci zostało uznane za wartość nadrzędną? By brak współpracy rodziców miał konsekwencje? By specjaliści w szkołach mieli realny wpływ na decyzje? By możliwa była zmiana szkoły lub skierowanie ucznia do innej formy kształcenia, jeśli stwarza on realne zagrożenie?
To głos ludzi z realnego frontu. —- Agnieszka Maj, Nauczyciele napisali dramatyczny list. „To głos ludzi z realnego frontu”, Dziennik Gazeta Prawna https://edukacja.dziennik.pl/…/10610707,nauczyciele…
|
 |
 |
 |
30
Styczeń
2026
|
 |
|
 |
 |
 |

MEN proponuje zmianę podstawy programowej. „Solidarność” ocenia projekt negatywnie.
Krajowy Sekretariat Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” negatywnie opiniuje projekt rozporządzenia MEN dotyczący podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w szkole podstawowej. Związek wskazuje, że dokument nie jest „korektą treści”, lecz w praktyce wprowadza nową koncepcję funkcjonowania szkoły – bez zmian ustawowych i bez zabezpieczenia warunków wdrożenia.
Najważniejsze zarzuty KSNiO:
Przekroczenie delegacji ustawowej – projekt ma wykraczać poza cele i treści kształcenia, wchodząc w normowanie organizacji pracy szkoły i relacji nauczyciel–uczeń.
Ryzyko niekonstytucyjności – w ocenie związku rozporządzenie zaczyna „uzupełniać” ustawę, zamiast ją wykonywać (spór o granice art. 92 ust. 1 Konstytucji).
Rozszerzenie roli nauczyciela na obszary quasi-psychologiczne – wpisywanie do podstawy „dobrostanu”, odporności psychicznej, samoregulacji, tożsamości i kompetencji emocjonalnych bez standardów kwalifikacji, procedur i wsparcia specjalistów.
Przerzucanie odpowiedzialności za zdrowie psychiczne na szkołę – zamiast wzmocnienia systemu pomocy psychologiczno-pedagogicznej etatami i jasnym podziałem kompetencji.
Wzrost ryzyk prawnych i konfliktów – możliwość skarg/roszczeń rodziców oraz odpowiedzialności nauczycieli za działania poza ich ustawowymi kompetencjami.
Organizacyjna fikcja bez zasobów – praca projektowa, aktywizacja społeczna i rozbudowane oddziaływania wychowawczo-rozwojowe przy braku finansowania, kadr, infrastruktury i czasu.
Nasilenie biurokracji i „niewidocznej pracy” – więcej monitorowania i dokumentowania, co może pogłębiać przeciążenie, wypalenie i odpływ z zawodu.
Standardy metodyczne jako narzędzie rozliczania – krytyka m.in. „mastery learning”, „minimalnego poziomu osiągnięć” i stałego monitorowania bez realnych warunków do indywidualizacji.
W przedszkolu: mieszanie programu z organizacją – zapisy roszczeniowe i organizacyjne, które mogą stać się podstawą do formalnego rozliczania nauczycieli niezależnie od warunków, plus niespójności dot. kompetencji cyfrowych.
Błyskawiczne konsultacje – 7 dni jako termin, który miał uniemożliwić rzetelną analizę skutków regulacji.
Postulat KSNiO: wycofanie projektu w całości, realne konsultacje i – jeśli zmiany mają być tak głębokie – prace na poziomie ustawowym, w powiązaniu z Kartą Nauczyciela, PPP i finansowaniem oświaty.
#edukacja #MEN #podstawaprogramowa #nauczyciele #Solidarność #prawooświatowe #konsultacje
Pełny tekst opinii: https://oswiata-solidarnosc.pl/…/KSOiW_13w_2025-MEN…
|
 |
 |
 |
30
Styczeń
2026
|
 |
|
 |
 |
 |
Nauczyciele mogą dostać dodatek do emerytury. Trzeba się o niego upomnieć w ZUS
Rekompensata może istotnie podnieść przyszłą emeryturę, bo jest doliczana do kapitału początkowego, a następnie – razem z nim – podlega waloryzacjom. Kluczowe jest jednak to, że nie „robi się sama”: trzeba dopilnować wniosku i wyliczenia w ZUS.
 Wejście art. 88a KN nie skasowało rekompensaty
Wprowadzenie tzw. nowej emerytury nauczycielskiej (art. 88a Karty Nauczyciela) nie zmieniło przepisów dotyczących rekompensaty. Sam fakt istnienia art. 88a nie wyklucza tej możliwości.
 Rekompensata nie przysługuje każdemu
ZUS wskazuje, że z rekompensaty mogą skorzystać osoby, które spełniają warunki ustawowe, w szczególności gdy:
 są urodzone po 31 grudnia 1948 r.
 osiągnęły powszechny wiek emerytalny
 przed 1 stycznia 2009 r. wykonywały co najmniej 15 lat pracy w szczególnych warunkach lub w szczególnym charakterze (w tym pracy nauczycielskiej w rozumieniu przepisów)
 nie mają przyznanego prawa do wcześniejszej emerytury (w tym na podstawie art. 88 i 88a KN), emerytury pomostowej ani nauczycielskiego świadczenia kompensacyjnego
 Wniosek jest warunkiem koniecznym
Rekompensata jest ustalana na wniosek w ramach procedury przyznania emerytury z tytułu osiągnięcia powszechnego wieku emerytalnego. W praktyce: składając wniosek o emeryturę, trzeba dopilnować uwzględnienia i wyliczenia rekompensaty.
 15 lat nie liczy się „jak leci”
Przy ustalaniu 15-letniego okresu pracy nauczycielskiej nie uwzględnia się m.in. okresów:
 niezdolności do pracy (wynagrodzenie chorobowe / zasiłek / świadczenie rehabilitacyjne)
 pobierania zasiłku opiekuńczego i macierzyńskiego
 urlopu dla poratowania zdrowia
 urlopów szkoleniowych i na dalsze kształcenie
 pozostawania w stanie nieczynnym
 urlopów bezpłatnych i wychowawczych
 Co warto zrobić praktycznie
 zweryfikować, czy da się wykazać 15 lat pracy przed 1.01.2009 (w wymaganym charakterze i wymiarze)
 przygotować dokumenty potwierdzające przebieg zatrudnienia
 w postępowaniu w ZUS wprost dopilnować rozpatrzenia rekompensaty
 To temat, który w wielu przypadkach przesądza o tym, czy emerytura będzie zauważalnie wyższa – albo czy pieniądze „przepadną”, bo nikt nie dopilnował wyliczenia.
|
 |
 |
 |
29
Styczeń
2026
|
 |
|
 |
 |
 |

Dzieci z orzeczeniem są wyzwaniem dla polskiej szkoły. „Słyszę, że syn psuje lekcje całej klasie”.
W tekście Justyny Smolińskiej wraca temat, który w szkolnych korytarzach i rodzicielskich grupach potrafi wywołać prawdziwą burzę: nauczanie włączające w praktyce.
W dyskusjach o dzieciach z orzeczeniami w szkołach coraz częściej pojawiają się skrajne emocje. Z jednej strony podkreślane jest równe prawo do edukacji i sens nauczania włączającego. Z drugiej – wskazywane są konkretne koszty organizacyjne i społeczne: zakłócanie lekcji, trudności z regulacją emocji, zachowania agresywne oraz poczucie niesprawiedliwości wśród rodziców pozostałych uczniów.
Opisywany bywa scenariusz znany wielu szkołom: w klasie uczy się dziecko z orzeczeniem, które regularnie dezorganizuje zajęcia. W momentach kryzysowych konieczne staje się wyprowadzanie go z sali, czasem z udziałem nauczyciela wspomagającego. Rodzice zgłaszają problem na zebraniach, jednak słyszą powtarzaną odpowiedź: dziecko ma prawo uczęszczać do szkoły ogólnodostępnej. W efekcie narasta napięcie, pojawiają się odejścia uczniów z klasy, a kolejne rodziny rozważają zmianę szkoły.
W tej sytuacji często pojawia się głos nauczycieli, zwracający uwagę, że nauczanie włączające jest rozwiązaniem potrzebnym, ale nie w przypadku każdego dziecka posiadającego orzeczenie. Wskazuje się, że część uczniów wymaga środowiska bardziej specjalistycznego i intensywniejszego wsparcia. Podnoszone są również braki kadrowe, organizacyjne i finansowe, które sprawiają, że szkoła nie zawsze jest w stanie zapewnić pomoc adekwatną do potrzeb dziecka – przy jednoczesnym utrzymaniu bezpiecznych i stabilnych warunków pracy całej klasy.
Równocześnie podnoszony jest argument, że skupienie się wyłącznie na „problematycznym dziecku” prowadzi donikąd. Podkreśla się, że trudne zachowania występują także u dzieci bez orzeczeń, a samo orzeczenie nie powinno stawać się etykietą. W takich rozmowach padają pytania: czy szkoła wykorzystuje wszystkie dostępne narzędzia? Czy wsparcie specjalistów jest realne, czy tylko formalne? Czy podejmowana jest praca nad strategiami reagowania, planem wsparcia, współpracą z rodzicami i poradnią?
Najbardziej poruszający bywa wątek rodziców dzieci z orzeczeniami. Wskazuje się, że integracja nie zawsze jest „wyborem” – bywa jedyną możliwą drogą. Nie każde dziecko zostanie przyjęte do szkoły specjalnej, a odcięcie od rówieśników utrudnia nabywanie kompetencji społecznych. Pojawia się też ważne zastrzeżenie: nikt nie wybiera trudności swojego dziecka, a rozmowy o przenoszeniu „gdzie indziej” często uderzają w poczucie godności i bezpieczeństwa rodzin.
W centrum pozostają dzieci – zarówno te z orzeczeniami, jak i te bez nich. Po jednej stronie jest potrzeba wsparcia i zrozumienia, po drugiej prawo do spokojnej nauki i poczucia bezpieczeństwa. Problem rzadko bywa „winą dziecka”; częściej ujawnia granice wydolności szkoły i braki systemowe.
Pytanie, które powinno wybrzmieć najmocniej, dotyczy nie tego, „czyje prawa są ważniejsze”, lecz tego, jakie rozwiązania organizacyjne i finansowe mogą sprawić, by nauczanie włączające nie oznaczało przeciążenia nauczycieli, chaosu w klasie i narastającego konfliktu między rodzicami. ——— Źródło: https://mamadu.pl/205528,dzieci-z-orzeczeniem-sa…
|
 |
COOKIES
Strona wykorzystuje pliki cookies: niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika. W wielu przypadkach przeglądarki internetowe domyślnie dopuszczają stosowanie plików cookies. Użytkownicy mogą samodzielnie dokonywać zmian ustawień przeglądarki dotyczących akceptacji i przechowywania plików cookies. Jeśli nie wyłączysz w ustawieniach przeglądarki obsługi plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki.
|