|
|
 |
 |
12
Styczeń
2026
|
 |
|
 |
 |
 |
Za nami Ogólnopolskie Forum Oświatowe „W trosce o przyszłość polskiej szkoły”, które odbyło się 10 stycznia w Warszawie. W debacie uczestniczyli pedagodzy, nauczyciele, rodzice, samorządowcy, związkowcy, eksperci i dziennikarze – osoby realnie zaangażowane w przyszłość polskiej edukacji.
Organizatorzy – Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” oraz Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły – podkreślali, że polska szkoła znajduje się w stanie głębokiego kryzysu, a warunki pracy nauczycieli systematycznie się pogarszają. Zmiany w oświacie są wprowadzane bez dialogu i w oderwaniu od szkolnej rzeczywistości.
Podczas paneli dyskusyjnych mówiono m.in. o:
 potrzebie gruntownej przebudowy systemu oświaty,
 chaosie legislacyjnym i nietrafionych decyzjach MEN,
 spadającym autorytecie nauczyciela,
 roli rodziny i wychowania w procesie edukacyjnym,
 braku długofalowej wizji rozwoju polskiej szkoły.
Szczególnie mocno zabrzmiały słowa dr Waldemara Jakubowskiego:
„Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną. Przestaje przygotowywać do życia obywatelskiego, rodzinnego i społecznego. Potrzebujemy powrotu do prawdy, wymagań i wychowania. Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan. Wychowanie bez wymagań nie prowadzi do spełnienia, lecz do braku satysfakcji z życia.”
Forum jasno pokazało jedno: bez odwagi w stawianiu wymagań, odbudowy autorytetu nauczyciela i realnego dialogu społecznego nie da się naprawić polskiej szkoły.
|
 |
 |
 |
02
Styczeń
2026
|
 |
|
 |
 |
 |

Wystarczy chwila: jedna uwaga, jedna interwencja, jedna próba postawienia granicy. I szkolna codzienność potrafi zamienić się w konflikt, w którym nauczyciel przestaje być profesjonalistą, a staje się stroną oskarżaną – nie przez ucznia, lecz przez dorosłego.
Coraz częściej to rodzice testują granice szkoły. Skargi, presja, oskarżenia o „atak” czy „brak kompetencji” pojawiają się tam, gdzie szkoła po prostu reaguje. Paradoks polega na tym, że im bardziej nauczyciel próbuje chronić porządek i dobro uczniów, tym szybciej bywa podważany jego autorytet.
Szkoła została obsadzona w roli instytucji od wszystkiego: ma wychować, naprawić, wyrównać, rozwiązać kryzysy i ponieść pełną odpowiedzialność za efekt. Odpowiedzialność ta jednak rzadko bywa wspólna. Gdy pojawia się problem, ciężar niemal zawsze spada na nauczyciela i dyrektora, a rodzic coraz częściej występuje jako klient składający reklamację, nie partner w wychowaniu.
Przerzucanie winy jest wygodne, ale kosztowne. Niszczy relacje, podważa autorytet szkoły i wprowadza chaos, który najszybciej odczuwają dzieci. Uczą się one, że odpowiedzialność można oddać innym, a presja i krzyk bywają skuteczne.
Od nauczycieli oczekuje się w tej sytuacji absolutnego spokoju, opanowania i odporności – nawet wtedy, gdy są atakowani. Mają stawiać granice, ale tak, by nikt nie poczuł się nimi dotknięty.
Szkoła nie jest wrogiem rodzica, ale nie zastąpi rodziny. Bez współodpowiedzialności dorosłych każda interwencja staje się polem konfliktu, a jedynym przegranym pozostaje dziecko. ——– https://strefaedukacji.pl/szkola-ma…/ar/c5p2-28300251
|
 |
 |
 |
30
Grudzień
2025
|
 |
|
 |
 |
 |

System stworzył zagrożenie. Nauczyciele mówią wprost: tak dalej być nie może
Dramatyczny list nauczycieli opublikowany na łamach Dziennika Gazety Prawnej nie jest emocjonalnym wybuchem ani próbą przerzucenia odpowiedzialności. Jest chłodną, choć pisaną pod presją strachu, diagnozą systemowej porażki państwa w obszarze bezpieczeństwa szkolnego.
Autorzy listu – nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, szkół podstawowych i oddziałów integracyjnych – mówią jasno: do pracy nie przychodzą już ze zmęczeniem czy wypaleniem, ale z realnym lękiem. Lękiem o dzieci i o własne bezpieczeństwo. I nie chodzi o jednostkowe incydenty, lecz o powtarzalny, przewidywalny schemat.
System dopuścił do sytuacji, w której w jednej klasie funkcjonują uczniowie skrajnie agresywni, impulsywni, nieprzewidywalni, czasem z głębokimi zaburzeniami rozwojowymi lub emocjonalnymi – oraz pozostali uczniowie, którym obiecano „bezpieczną szkołę”. Te dwie rzeczywistości są dziś brutalnie zderzane w jednej sali lekcyjnej.
To nie jest inkluzja. To jest systemowy chaos.
Nauczyciele opisują dzieci przynoszące do szkoły ostre narzędzia, stosujące przemoc fizyczną i psychiczną, zastraszające rówieśników. Część z nich posiada opinie i orzeczenia, ale realne wsparcie często ogranicza się do fikcji kadrowej: jeden nauczyciel wspomagający przypisany do kilku uczniów o całkowicie różnych, często bardzo głębokich potrzebach. To rozwiązanie pozorne, które nie chroni nikogo.
Edukacja włączająca w obecnym kształcie została sprowadzona do ideologicznego hasła oderwanego od realiów. Owszem – ma sens w przypadku dzieci w normie intelektualnej, wymagających wsparcia funkcjonalnego. Nie ma jednak żadnego uzasadnienia pedagogicznego ani etycznego w sytuacji, gdy w jednej klasie kumuluje się wiele głębokich, wzajemnie sprzecznych trudności, w tym zachowania agresywne stanowiące realne zagrożenie.
W takich warunkach przegrywają wszyscy: – dzieci bez specjalnych potrzeb nie mają warunków do nauki, – dzieci z poważnymi zaburzeniami nie otrzymują właściwej, intensywnej pomocy, – nauczyciel zamiast uczyć, nieustannie „gasi pożary”.
Najpoważniejszym błędem systemowym jest jednak unikanie oczywistego wniosku: nie każde dziecko powinno funkcjonować w systemie powszechnym. To nie jest wykluczenie. To jest odpowiedzialność. Dla części uczniów jedynym realnie bezpiecznym i rozwojowo właściwym rozwiązaniem są wyspecjalizowane placówki, wyposażone w kadrę, narzędzia i warunki, których szkoła ogólnodostępna po prostu nie ma.
Po każdej szkolnej tragedii pada to samo pytanie: „Gdzie była szkoła?”. Odpowiedź jest niewygodna, ale jednoznaczna: szkoła była dokładnie tam, gdzie postawił ją system – bez decyzyjności, bez realnego wsparcia, za to z pełną odpowiedzialnością.
Nauczyciele w swoim liście pytają: ile tragedii jeszcze musi się wydarzyć, by bezpieczeństwo większości dzieci zostało uznane za wartość nadrzędną? By brak współpracy rodziców miał konsekwencje? By specjaliści w szkołach mieli realny wpływ na decyzje? By możliwa była zmiana szkoły lub skierowanie ucznia do innej formy kształcenia, jeśli stwarza on realne zagrożenie?
To głos ludzi z realnego frontu. —- Agnieszka Maj, Nauczyciele napisali dramatyczny list. „To głos ludzi z realnego frontu”, Dziennik Gazeta Prawna https://edukacja.dziennik.pl/…/10610707,nauczyciele…
|
 |
 |
 |
20
Grudzień
2025
|
 |
|
 |
 |
 |

Co dalej po wecie? „Edukacji na łańcuch nie weźmiecie” – ale odpowiedzialności też nie weźmiecie
Dzisiejsza konferencja Barbary Nowackiej nie była debatą o edukacji, lecz politycznym spektaklem. Zamiast merytorycznej odpowiedzi na prezydenckie weto usłyszeliśmy frontalny atak na głowę państwa oraz ironiczne, lekceważące komentarze pod adresem ekspertów zaproszonych przez Pałac Prezydencki.
Reakcja Ministerstwa Edukacji Narodowej i samej minister Nowackiej na weto jest dziś podręcznikowym przykładem tego, jak nie powinno się zarządzać reformą państwową. Zamiast refleksji – agresywna narracja. Zamiast autorefleksji – oskarżenia. Zamiast odpowiedzialności za jakość procesu legislacyjnego – publicystyczne hasła i facebookowe emocje.
Hasło „Edukacji na łańcuch nie weźmiecie” brzmi efektownie, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie: dlaczego rząd i MEN dopuściły do sytuacji, w której kluczowa reforma opierała się na założeniu, że weto „i tak będzie”, więc przygotujemy plan B? To nie jest strategia. To przyznanie się do politycznej improwizacji.
Ministerstwo otwarcie przyznaje dziś: wiedzieliśmy, że Prezydent zawetuje. Skoro tak – dlaczego nie zbudowano ustawy odpornej na weto, opartej na realnym dialogu, poprawkach i kompromisie? Dlaczego kluczowe elementy reformy wrzucono do jednego pakietu, dając Pałacowi idealny pretekst do całościowego odrzucenia ustawy? To nie jest wyłącznie problem prezydenckiej decyzji. To błąd projektowy MEN.
Barbara Nowacka zarzuca Prezydentowi brak szacunku dla autonomii nauczycieli. Problem w tym, że to właśnie MEN konsekwentnie ignoruje głosy nauczycieli krytycznych wobec tempa, zakresu i trybu wprowadzania zmian. Konsultacje społeczne prowadzone są formalnie, ale w praktyce według zasady: „wysłuchamy, ale i tak zrobimy swoje”. Rada Monitorująca Reformę coraz częściej pełni rolę listka figowego transparentności, a nie realnego centrum współdecydowania.
Narracja MEN po wecie sprowadza się do jednego komunikatu: i tak zrobimy swoje – rozporządzeniami. To podejście wyjątkowo niebezpieczne. Reforma edukacji wdrażana „bokiem”, bez stabilnej podstawy ustawowej, oznacza chaos prawny, presję na dyrektorów, niepewność nauczycieli i nerwowość wydawnictw. A gdy pojawią się problemy – jak zwykle winne będą „szkoły, które nie nadążyły”.
Szczególnie niepokojące jest moralne odwracanie ról. MEN twierdzi, że to weto „utrwala nierówności”. Tymczasem sam resort przyznaje, że bez ustawy nie da się narzucić standardów równościowych w całym systemie. Skoro tak, to dlaczego świadomie obrano strategię, w której kluczowa reforma była politycznie skazana na konflikt? Kto wziął odpowiedzialność za to ryzyko?
Niepokój budzi również paternalistyczny ton wobec nauczycieli: „reforma i tak powinna wejść, nawet jeśli nauczyciele nie są zmotywowani”. To jedno zdanie mówi więcej o filozofii MEN niż setki prezentacji o „autonomii”, „partnerstwie” i „współodpowiedzialności”. Reformy edukacji nie da się wdrożyć przeciwko ludziom, którzy mają ją realizować.
Prezydenckie weto nie jest końcem reformy. To prawda. Ale narracja MEN, że to jedynie „zmiana trasy”, jest nieuczciwa. To zmiana trasy wymuszona przez błędy rządu, brak politycznego realizmu i zastępowanie dialogu moralnym szantażem: albo jesteś „za reformą”, albo jesteś wrogiem nowoczesnej szkoły.
Edukacji rzeczywiście „na łańcuch” się nie weźmie. Ale równie skutecznie można ją rozmontować arogancją, pośpiechem i brakiem odpowiedzialności za proces. I za to odpowiada dziś nie Pałac Prezydencki, lecz Ministerstwo Edukacji Narodowej i jego kierownictwo. —– Źródło: – Konferencja prasowa Minister Edukacji Narodowej Barbary Nowackiej po decyzji Prezydenta RP o wecie ustawy wdrażającej reformę „Kompas Jutra”, Warszawa, grudzień 2025 r. – Wypowiedzi i komentarze Barbary Nowackiej publikowane w dniu konferencji na jej oficjalnym profilu w serwisie X (dawniej Twitter).
|
 |
COOKIES
Strona wykorzystuje pliki cookies: niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika. W wielu przypadkach przeglądarki internetowe domyślnie dopuszczają stosowanie plików cookies. Użytkownicy mogą samodzielnie dokonywać zmian ustawień przeglądarki dotyczących akceptacji i przechowywania plików cookies. Jeśli nie wyłączysz w ustawieniach przeglądarki obsługi plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki.
|