Minister edukacji Barbara Nowacka zapowiada nauczycielom 3-procentową podwyżkę w 2027 roku. Przy zakładanej inflacji na poziomie około 2,5 proc. realny wzrost wynagrodzenia ma wynieść – według wyliczeń OKO.press – zaledwie 8–12 zł miesięcznie.
Tak właśnie wygląda rządowa „waloryzacja plus”. Tyle że tego „plusa” nauczyciele niemal nie zauważą na swoich kontach.
Zamiast 15 proc. – zaledwie 3 proc.
Środowisko oświatowe oczekuje realnej podwyżki oraz systemowego powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce. Tymczasem rząd proponuje podwyżkę, która będzie jedynie minimalnie wyższa od przewidywanej inflacji.
To nie jest odpowiedź na dramatyczne braki kadrowe, spadek atrakcyjności zawodu ani coraz większą liczbę nauczycieli odchodzących ze szkół. To nawet nie jest realna poprawa sytuacji materialnej. To utrzymanie obecnego kryzysu pod nową, marketingową nazwą.
Progi podatkowe nie zastąpią podwyżki
Barbara Nowacka wskazuje również na planowaną zmianę progów podatkowych. Trzeba jednak powiedzieć jasno: zmiana systemu podatkowego nie jest podwyżką wynagrodzeń nauczycieli. Nie obejmie wszystkich w takim samym stopniu i nie rozwiąże podstawowego problemu – rażąco niskiej wyceny odpowiedzialnej, wymagającej pracy.
Nie można przedstawiać ogólnych zmian podatkowych jako szczególnego wsparcia dla oświaty.
Nie da się budować dobrej szkoły za 8–12 zł miesięcznie
Rząd chętnie przypomina o wcześniejszym wzroście wynagrodzeń o ponad 40 proc., ale przemilcza, że był on próbą częściowego nadrobienia wieloletnich zaniedbań. Sama minister przyznaje, że nawet po tych podwyżkach nauczyciele nadal nie zarabiają tyle, ile powinni.
Skoro diagnoza jest znana, dlaczego proponowanym lekarstwem ma być podwyżka, którą niemal w całości pochłonie inflacja Nauczyciele potrzebują godnych wynagrodzeń oraz trwałego mechanizmu, który zagwarantuje ich systematyczny wzrost. Bez tego nie będzie stabilnej kadry, dobrej szkoły ani bezpieczeństwa edukacyjnego dzieci i młodzieży.
3 proc. zamiast 15 proc. i 8–12 zł realnego wzrostu wynagrodzenia – to nie „waloryzacja plus”. To kolejny dowód, że oświata wciąż pozostaje dla rządu wydatkiem, a nie inwestycją.
Źródło: Portal Samorządowy, OKO.press




