NAUCZYCIELU nie możesz być sponsorem publicznej szkoły!
Zaczyna się niewinnie. Papier do drukarki, kolorowy brystol, mazaki, magnesy, kreda, materiały plastyczne, karta pracy za kilka złotych czy licencja do programu. Później dochodzą książki, gry edukacyjne, modele, mapy, elementy wyposażenia sali, a nawet materiały i odczynniki potrzebne do przeprowadzenia doświadczeń wymaganych przez podstawę programową.
Za wszystko płaci nauczyciel. Z własnej pensji.
Pojedynczy wydatek wydaje się niewielki, dlatego nauczyciele często machają ręką. Dziesięć złotych tutaj, piętnaście złotych tam. O zwrot drobnej kwoty niezręcznie prosić, procedury trwają, faktury trzeba wcześniej uzgadniać, a lekcję trzeba przeprowadzić następnego dnia. W ten sposób prywatne zakupy nauczycieli stały się cichym i wygodnym sposobem finansowania publicznej szkoły.
Wygodnym dla wszystkich — poza nauczycielem.
Lekcja się odbyła, dzieci dostały materiały, dyrekcja nie musi wykazywać braków, organ prowadzący może oszczędzać, a system nadal udaje, że wszystko działa. Działa jednak tylko dlatego, że nauczyciele kolejny raz zapłacili za cudze obowiązki z własnej kieszeni.
To nie jest żadne „budowanie warsztatu pracy”. Jeżeli bez określonych materiałów nie można prawidłowo zrealizować programu, nie są one prywatną zachcianką nauczyciela, lecz wyposażeniem niezbędnym do wykonywania pracy.
Prawo jest w tej sprawie jasne: nauczyciel nie ma obowiązku finansowania swojego stanowiska pracy. To szkoła i organ prowadzący mają zapewnić niezbędne pomoce dydaktyczne, sprzęt oraz materiały.
Najwyższy czas skończyć z patologicznym zwyczajem, w którym nauczyciel najpierw jest marnie wynagradzany, a później oczekuje się od niego, że część tej pensji odda na funkcjonowanie szkoły.
Nauczyciel ma uczyć, a nie sponsorować państwo i samorząd.
Ani złotówki więcej z prywatnej kieszeni na realizację obowiązków publicznej szkoły!
———




