Dzieci z orzeczeniem są wyzwaniem dla polskiej szkoły. „Słyszę, że syn psuje lekcje całej klasie”.
W tekście Justyny Smolińskiej wraca temat, który w szkolnych korytarzach i rodzicielskich grupach potrafi wywołać prawdziwą burzę: nauczanie włączające w praktyce.
W dyskusjach o dzieciach z orzeczeniami w szkołach coraz częściej pojawiają się skrajne emocje. Z jednej strony podkreślane jest równe prawo do edukacji i sens nauczania włączającego. Z drugiej – wskazywane są konkretne koszty organizacyjne i społeczne: zakłócanie lekcji, trudności z regulacją emocji, zachowania agresywne oraz poczucie niesprawiedliwości wśród rodziców pozostałych uczniów.
Opisywany bywa scenariusz znany wielu szkołom: w klasie uczy się dziecko z orzeczeniem, które regularnie dezorganizuje zajęcia. W momentach kryzysowych konieczne staje się wyprowadzanie go z sali, czasem z udziałem nauczyciela wspomagającego. Rodzice zgłaszają problem na zebraniach, jednak słyszą powtarzaną odpowiedź: dziecko ma prawo uczęszczać do szkoły ogólnodostępnej. W efekcie narasta napięcie, pojawiają się odejścia uczniów z klasy, a kolejne rodziny rozważają zmianę szkoły.
W tej sytuacji często pojawia się głos nauczycieli, zwracający uwagę, że nauczanie włączające jest rozwiązaniem potrzebnym, ale nie w przypadku każdego dziecka posiadającego orzeczenie. Wskazuje się, że część uczniów wymaga środowiska bardziej specjalistycznego i intensywniejszego wsparcia. Podnoszone są również braki kadrowe, organizacyjne i finansowe, które sprawiają, że szkoła nie zawsze jest w stanie zapewnić pomoc adekwatną do potrzeb dziecka – przy jednoczesnym utrzymaniu bezpiecznych i stabilnych warunków pracy całej klasy.
Równocześnie podnoszony jest argument, że skupienie się wyłącznie na „problematycznym dziecku” prowadzi donikąd. Podkreśla się, że trudne zachowania występują także u dzieci bez orzeczeń, a samo orzeczenie nie powinno stawać się etykietą. W takich rozmowach padają pytania: czy szkoła wykorzystuje wszystkie dostępne narzędzia? Czy wsparcie specjalistów jest realne, czy tylko formalne? Czy podejmowana jest praca nad strategiami reagowania, planem wsparcia, współpracą z rodzicami i poradnią?
Najbardziej poruszający bywa wątek rodziców dzieci z orzeczeniami. Wskazuje się, że integracja nie zawsze jest „wyborem” – bywa jedyną możliwą drogą. Nie każde dziecko zostanie przyjęte do szkoły specjalnej, a odcięcie od rówieśników utrudnia nabywanie kompetencji społecznych. Pojawia się też ważne zastrzeżenie: nikt nie wybiera trudności swojego dziecka, a rozmowy o przenoszeniu „gdzie indziej” często uderzają w poczucie godności i bezpieczeństwa rodzin.
W centrum pozostają dzieci – zarówno te z orzeczeniami, jak i te bez nich. Po jednej stronie jest potrzeba wsparcia i zrozumienia, po drugiej prawo do spokojnej nauki i poczucia bezpieczeństwa. Problem rzadko bywa „winą dziecka”; częściej ujawnia granice wydolności szkoły i braki systemowe.
Pytanie, które powinno wybrzmieć najmocniej, dotyczy nie tego, „czyje prawa są ważniejsze”, lecz tego, jakie rozwiązania organizacyjne i finansowe mogą sprawić, by nauczanie włączające nie oznaczało przeciążenia nauczycieli, chaosu w klasie i narastającego konfliktu między rodzicami.
———
Źródło: https://mamadu.pl/205528,dzieci-z-orzeczeniem-sa…




