
I tak. I nie.
Z jednej strony – w resorcie trwają analizy. Oficjalnie mówi się o „uporządkowaniu czasu pracy”, ale w praktyce chodzi o jedno: jak podnieść pensum, żeby budżet się nie zawalił.
Dziś teoretycznie mamy 18 godzin przy tablicy. W praktyce? Coraz więcej nauczycieli ma 30, 40, a nawet więcej godzin tygodniowo, bo system łata braki kadrowe zastępstwami i nadgodzinami.
Samorządy mówią wprost: bez ruszenia pensum ten system się nie domknie. Godzina ponadwymiarowa jest tańsza niż etat, więc dyrektorom „opłaca się” dociążać tych, którzy jeszcze zostali w zawodzie.
MEN doskonale wie, że to temat politycznie wybuchowy. Pensum to jedno z najważniejszych osiągnięć związków i jedna z najbardziej niezmiennych liczb w polskiej szkole. Każda próba zmiany będzie odebrana jak atak na nauczycieli i jakość edukacji.
I tu wchodzi polityka.
Po lutowym wyroku Sądu Najwyższego z 2025 r. każda godzina ponad pensum to już formalnie nadgodzina, za którą trzeba zapłacić. A to oznacza dla państwa i samorządów gigantyczne koszty.
W kuluarach rządu mówi się wprost: powiązanie nauczycielskich płac ze średnią krajową wywróciłoby budżet. Podwyższenie pensum byłoby więc najprostszą metodą „ratowania systemu”.
Ale nikt nie chce być tym, kto to ogłosi.
Jak przyznaje związkowiec uczestniczący w rozmowach z MEN:
„Przed wyborami nikt tego nie ruszy. To byłoby polityczne samobójstwo.”
I to właśnie dlatego odpowiedź brzmi:
Tak, MEN chce zwiększyć pensum.
Nie, przed wyborami nikt się na to nie odważy.
———
Źródło: https://www.wprost.pl/…/swiete-prawo-nauczycieli…



