|
|
 |
 |
30
Grudzień
2025
|
 |
|
 |
 |
 |

System stworzył zagrożenie. Nauczyciele mówią wprost: tak dalej być nie może
Dramatyczny list nauczycieli opublikowany na łamach Dziennika Gazety Prawnej nie jest emocjonalnym wybuchem ani próbą przerzucenia odpowiedzialności. Jest chłodną, choć pisaną pod presją strachu, diagnozą systemowej porażki państwa w obszarze bezpieczeństwa szkolnego.
Autorzy listu – nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, szkół podstawowych i oddziałów integracyjnych – mówią jasno: do pracy nie przychodzą już ze zmęczeniem czy wypaleniem, ale z realnym lękiem. Lękiem o dzieci i o własne bezpieczeństwo. I nie chodzi o jednostkowe incydenty, lecz o powtarzalny, przewidywalny schemat.
System dopuścił do sytuacji, w której w jednej klasie funkcjonują uczniowie skrajnie agresywni, impulsywni, nieprzewidywalni, czasem z głębokimi zaburzeniami rozwojowymi lub emocjonalnymi – oraz pozostali uczniowie, którym obiecano „bezpieczną szkołę”. Te dwie rzeczywistości są dziś brutalnie zderzane w jednej sali lekcyjnej.
To nie jest inkluzja. To jest systemowy chaos.
Nauczyciele opisują dzieci przynoszące do szkoły ostre narzędzia, stosujące przemoc fizyczną i psychiczną, zastraszające rówieśników. Część z nich posiada opinie i orzeczenia, ale realne wsparcie często ogranicza się do fikcji kadrowej: jeden nauczyciel wspomagający przypisany do kilku uczniów o całkowicie różnych, często bardzo głębokich potrzebach. To rozwiązanie pozorne, które nie chroni nikogo.
Edukacja włączająca w obecnym kształcie została sprowadzona do ideologicznego hasła oderwanego od realiów. Owszem – ma sens w przypadku dzieci w normie intelektualnej, wymagających wsparcia funkcjonalnego. Nie ma jednak żadnego uzasadnienia pedagogicznego ani etycznego w sytuacji, gdy w jednej klasie kumuluje się wiele głębokich, wzajemnie sprzecznych trudności, w tym zachowania agresywne stanowiące realne zagrożenie.
W takich warunkach przegrywają wszyscy: – dzieci bez specjalnych potrzeb nie mają warunków do nauki, – dzieci z poważnymi zaburzeniami nie otrzymują właściwej, intensywnej pomocy, – nauczyciel zamiast uczyć, nieustannie „gasi pożary”.
Najpoważniejszym błędem systemowym jest jednak unikanie oczywistego wniosku: nie każde dziecko powinno funkcjonować w systemie powszechnym. To nie jest wykluczenie. To jest odpowiedzialność. Dla części uczniów jedynym realnie bezpiecznym i rozwojowo właściwym rozwiązaniem są wyspecjalizowane placówki, wyposażone w kadrę, narzędzia i warunki, których szkoła ogólnodostępna po prostu nie ma.
Po każdej szkolnej tragedii pada to samo pytanie: „Gdzie była szkoła?”. Odpowiedź jest niewygodna, ale jednoznaczna: szkoła była dokładnie tam, gdzie postawił ją system – bez decyzyjności, bez realnego wsparcia, za to z pełną odpowiedzialnością.
Nauczyciele w swoim liście pytają: ile tragedii jeszcze musi się wydarzyć, by bezpieczeństwo większości dzieci zostało uznane za wartość nadrzędną? By brak współpracy rodziców miał konsekwencje? By specjaliści w szkołach mieli realny wpływ na decyzje? By możliwa była zmiana szkoły lub skierowanie ucznia do innej formy kształcenia, jeśli stwarza on realne zagrożenie?
To głos ludzi z realnego frontu. —- Agnieszka Maj, Nauczyciele napisali dramatyczny list. „To głos ludzi z realnego frontu”, Dziennik Gazeta Prawna https://edukacja.dziennik.pl/…/10610707,nauczyciele…
|
 |
 |
 |
20
Grudzień
2025
|
 |
|
 |
 |
 |

Co dalej po wecie? „Edukacji na łańcuch nie weźmiecie” – ale odpowiedzialności też nie weźmiecie
Dzisiejsza konferencja Barbary Nowackiej nie była debatą o edukacji, lecz politycznym spektaklem. Zamiast merytorycznej odpowiedzi na prezydenckie weto usłyszeliśmy frontalny atak na głowę państwa oraz ironiczne, lekceważące komentarze pod adresem ekspertów zaproszonych przez Pałac Prezydencki.
Reakcja Ministerstwa Edukacji Narodowej i samej minister Nowackiej na weto jest dziś podręcznikowym przykładem tego, jak nie powinno się zarządzać reformą państwową. Zamiast refleksji – agresywna narracja. Zamiast autorefleksji – oskarżenia. Zamiast odpowiedzialności za jakość procesu legislacyjnego – publicystyczne hasła i facebookowe emocje.
Hasło „Edukacji na łańcuch nie weźmiecie” brzmi efektownie, ale nie odpowiada na podstawowe pytanie: dlaczego rząd i MEN dopuściły do sytuacji, w której kluczowa reforma opierała się na założeniu, że weto „i tak będzie”, więc przygotujemy plan B? To nie jest strategia. To przyznanie się do politycznej improwizacji.
Ministerstwo otwarcie przyznaje dziś: wiedzieliśmy, że Prezydent zawetuje. Skoro tak – dlaczego nie zbudowano ustawy odpornej na weto, opartej na realnym dialogu, poprawkach i kompromisie? Dlaczego kluczowe elementy reformy wrzucono do jednego pakietu, dając Pałacowi idealny pretekst do całościowego odrzucenia ustawy? To nie jest wyłącznie problem prezydenckiej decyzji. To błąd projektowy MEN.
Barbara Nowacka zarzuca Prezydentowi brak szacunku dla autonomii nauczycieli. Problem w tym, że to właśnie MEN konsekwentnie ignoruje głosy nauczycieli krytycznych wobec tempa, zakresu i trybu wprowadzania zmian. Konsultacje społeczne prowadzone są formalnie, ale w praktyce według zasady: „wysłuchamy, ale i tak zrobimy swoje”. Rada Monitorująca Reformę coraz częściej pełni rolę listka figowego transparentności, a nie realnego centrum współdecydowania.
Narracja MEN po wecie sprowadza się do jednego komunikatu: i tak zrobimy swoje – rozporządzeniami. To podejście wyjątkowo niebezpieczne. Reforma edukacji wdrażana „bokiem”, bez stabilnej podstawy ustawowej, oznacza chaos prawny, presję na dyrektorów, niepewność nauczycieli i nerwowość wydawnictw. A gdy pojawią się problemy – jak zwykle winne będą „szkoły, które nie nadążyły”.
Szczególnie niepokojące jest moralne odwracanie ról. MEN twierdzi, że to weto „utrwala nierówności”. Tymczasem sam resort przyznaje, że bez ustawy nie da się narzucić standardów równościowych w całym systemie. Skoro tak, to dlaczego świadomie obrano strategię, w której kluczowa reforma była politycznie skazana na konflikt? Kto wziął odpowiedzialność za to ryzyko?
Niepokój budzi również paternalistyczny ton wobec nauczycieli: „reforma i tak powinna wejść, nawet jeśli nauczyciele nie są zmotywowani”. To jedno zdanie mówi więcej o filozofii MEN niż setki prezentacji o „autonomii”, „partnerstwie” i „współodpowiedzialności”. Reformy edukacji nie da się wdrożyć przeciwko ludziom, którzy mają ją realizować.
Prezydenckie weto nie jest końcem reformy. To prawda. Ale narracja MEN, że to jedynie „zmiana trasy”, jest nieuczciwa. To zmiana trasy wymuszona przez błędy rządu, brak politycznego realizmu i zastępowanie dialogu moralnym szantażem: albo jesteś „za reformą”, albo jesteś wrogiem nowoczesnej szkoły.
Edukacji rzeczywiście „na łańcuch” się nie weźmie. Ale równie skutecznie można ją rozmontować arogancją, pośpiechem i brakiem odpowiedzialności za proces. I za to odpowiada dziś nie Pałac Prezydencki, lecz Ministerstwo Edukacji Narodowej i jego kierownictwo. —– Źródło: – Konferencja prasowa Minister Edukacji Narodowej Barbary Nowackiej po decyzji Prezydenta RP o wecie ustawy wdrażającej reformę „Kompas Jutra”, Warszawa, grudzień 2025 r. – Wypowiedzi i komentarze Barbary Nowackiej publikowane w dniu konferencji na jej oficjalnym profilu w serwisie X (dawniej Twitter).
|
 |
 |
 |
05
Grudzień
2025
|
 |
|
 |
 |
 |

Nie milknie echo burzy wokół danych MEN o „awansie materialnym nauczycieli”
Burza po publikacji danych MEN trwa już ponad tydzień. Resort poinformował, że co trzeci nauczyciel przekracza drugi próg podatkowy, a wiceminister Henryk Kiepura nazwał to „dużym awansem materialnym dla nauczycieli”. To właśnie te słowa dolały oliwy do ognia.
Nauczyciele: „To nie awans, to nadgodziny”.
Środowisko nauczycielskie reaguje jednoznacznie: – dane podano bez kontekstu, – w sposób, który po raz kolejny prowokuje falę hejtu.
Tymczasem przekroczenie drugiego progu podatkowego to nie efekt wysokich pensji, ale:
nadgodzin,
pracy po godzinach,
łatania braków kadrowych,
dodatkowych etatów lub dorabiania poza szkołą.
Dane MEN nie oddają realiów pracy w szkole. Mogą za to umacniać szkodliwy mit, że „nauczyciele świetnie zarabiają”. W rzeczywistości to przemęczenie i wielozadaniowość pchają ich w wyższe progi podatkowe.
Gdy inni dopiero radzą, co robić, my mówimy: działaliśmy wcześniej.
Już w maju 2025 r. skierowaliśmy do Premiera Donalda Tuska oficjalny apel z konkretnymi propozycjami zmian.
Zaapelowaliśmy o:
podwyższenia progu podatkowego z 120 tys. zł do 160 tys. zł,
zwiększenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł.
Dlaczego to konieczne?
Bo nauczyciele nie mogą być karani wyższymi podatkami za to, że ich praca zaczyna być lepiej wynagradzana. Bo absurdalne jest oczekiwanie, że pracownik ma „pilnować”, czy może wziąć jeszcze jedną godzinę, czy już nie — żeby nie stracić na podatku.
Nie chcemy półśrodków. Nie chcemy trików „jak nie wejść w drugi próg”. Chcemy uczciwych, stabilnych zasad.
A nie chodzi tylko o nauczycieli.
Wzywamy rząd do podwyższenia progu podatkowego dla wszystkich pracowników, bo obecne limity od dawna nie przystają do realiów płac i kosztów życia. To problem całego rynku pracy — nie jednej grupy zawodowej.
Oczekujemy od rządu:
przedstawienia harmonogramu zmian,
przygotowania konkretnego planu legislacyjnego,
rozpoczęcia rzetelnych konsultacji społecznych.
——— https://snio-solidarnosc.pl/public/Ksnio-29-05-2025.pdf
|
 |
 |
 |
02
Grudzień
2025
|
 |
|
 |
 |
 |

Nauczyciele mówią wprost: ta praca staje się karą, nie misją
Agnieszka Dobkiewicz na łamach Wyborcza.pl (Wałbrzych) zebrała świadectwa nauczycielek z wieloletnim stażem. Ich opowieści tworzą studium przypadku współczesnej oświaty. I nie da się tego czytać spokojnie.
1. Degradacja pozycji zawodowej nauczyciela
Problem: Nauczyciele wskazują na spadek szacunku, podważanie kompetencji oraz utożsamianie ich roli z usługą wobec rodzica.
Przejawy:
Rodzice wymuszają zmiany ocen.
Dyrektorzy ustępują presji skargowej.
Maleje autonomia nauczyciela w ocenianiu i prowadzeniu zajęć.
Konsekwencje: Erozja autorytetu, obniżenie motywacji, strach przed podejmowaniem decyzji.
2. Nadużywanie skarg i presja ze strony rodziców
Problem: Skargi stały się narzędziem wpływu, a nie formą zgłoszenia rzeczywistego naruszenia.
Przejawy:
groźby rodziców kierowane do dyrekcji,
podważanie decyzji wychowawczych,
lęk nauczycieli przed otwarciem e-dziennika.
Konsekwencje: Stres przewlekły, unikanie konfrontacji, postępujące wypalenie zawodowe.
3. Edukacja włączająca bez wsparcia systemowego
Problem: Brak przygotowania szkół do realnej pracy z rosnącą liczbą uczniów z orzeczeniami.
Przejawy:
brak specjalistów i asystentów,
przeciążenie nauczycieli dostosowaniami,
marginalizacja uczniów zdolnych.
Konsekwencje: Obniżanie poziomu edukacji, frustracja nauczycieli i rodziców, brak równowagi w klasie.
4. Niestabilność polityk oświatowych
Problem: Ciągłe reformy i zmiany zasad ograniczają przewidywalność pracy nauczyciela.
Przejawy:
brak konsultacji społecznych,
impulsywne decyzje (np. prace domowe),
redefiniowanie ról szkoły bez dostosowania systemu.
Konsekwencje: Dezorientacja, chaos organizacyjny, brak spójnej linii programowej.
5. Spadek kompetencji i samodzielności uczniów
Problem: Uczniowie przychodzą do szkoły coraz mniej przygotowani do samodzielnej pracy.
Przejawy:
trudności językowe,
osłabiona koncentracja,
brak nawyków uczenia się,
uzależnienie od kontroli rodzicielskiej i e-dziennika.
Konsekwencje: Niższe wyniki edukacyjne, wydłużenie procesu uczenia, przeciążenie nauczycieli.
6. Kryzys psychiczny nauczycieli
Problem: Relacje wskazują na powszechne występowanie objawów przeciążenia psychicznego.
Przejawy:
lęki, napięcia, bezsenność,
zażywanie leków uspokajających,
unikanie kontaktów z rodzicami,
urlopy dla poratowania zdrowia.
Konsekwencje: Wypalenie zawodowe, odejścia z zawodu, obniżenie jakości pracy szkoły.
7. Ryzyko luki pokoleniowej w zawodzie
Problem: Zawód nauczyciela przestał przyciągać nowe pokolenia.
Przejawy:
brak kandydatów,
wieloetatowość obecnej kadry,
pesymizm co do przyszłości zawodowej.
Konsekwencje: Poważne zagrożenie ciągłości działania szkół w perspektywie najbliższych 5–10 lat.
Wnioski końcowe
Artykuł Dobkiewicz nie jest zbiorem anegdot. To diagnoza systemu, w którym:
rola nauczyciela została zdewaluowana
wsparcie instytucjonalne jest niewystarczające
polityka oświatowa jest niespójna i reaktywna
zdrowie psychiczne kadry jest poważnie zagrożone
To nie są problemy nowego czy starego rządu.
To problemy wieloletnie, narastające i ignorowane.
https://walbrzych.wyborcza.pl/…/7,178336,32423954…
|
 |
COOKIES
Strona wykorzystuje pliki cookies: niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika. W wielu przypadkach przeglądarki internetowe domyślnie dopuszczają stosowanie plików cookies. Użytkownicy mogą samodzielnie dokonywać zmian ustawień przeglądarki dotyczących akceptacji i przechowywania plików cookies. Jeśli nie wyłączysz w ustawieniach przeglądarki obsługi plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki.
|